Tytułu brak, bo jestem już zbyt zmęczony, by jakiś wyczarować, a mam ochotę napisać choć parę słów dla samej satysfakcji ich napisania. Let's go. Po pierwsze spędziłem święta na wsi. Było dość ciężko z różnorakich powodów, których nie wymienię, bo po coż znów się smucić, wystarczy, iż nastroje oscylowały wokół dna przez pierwszych parę dni tego skądinąć całkiem wesołego okresu. Fakt, iż spędziłem je (święta B.N.) na wsi rzutował naturalnie na moją obecność w tym jakże pociągającym, wirtualnym świecie. Po drugie doszedłem do wniosku, że tematyka moich planowanych opowiadań nie ulegnie specjalnie zmianie w stosunku do pierwszego, które ujrzało światło dziennie jakiś (dość długi) czas temu. Zmieni się setting. Nie chcę rezygnować z sci-fi ale prawdopodobnie cofnę wszystko o kilkadziesiąt lat. Nie ma to jak dobra inspiracja w postaci ruchomych obrazków, zresztą całość będzie wtedy znacznie bliższa memu sercu, ubóstwiającemu od niedawna pewne znane dzieło pewnego znanego reżysera, trakt...