Skip to main content

Audio Bombki 2010

Gala 'Audio Bombki 2010' presented by 'ciepły jędruś'

Oryginalny pomysł świątecznej listy przebojów zakładał Top 25, chwila zadumy zmniejszyła jednak listę pretendentów do tytułu 'Audio Bombki 2010' do 10 uczestników. Niestety autor, wracając po pełnym trudów studenckiego życia tygodniu do domu, stanął oko w oko ze świeżo upieczonymi pierniczkami, piernikiem w wydaniu XXL oraz ciasteczkami w kształcie gwiazdeczek, posypanymi gruboziarnistym cukrem... Proces konsumpcji pochłonął niebagatelne ilości czasu oraz sił i koniecznością stało się ograniczenie całości do sześciu pozycji. A zatem...

… bez dalszego marnowania przysługującej mi liczby literek, przedstawiam Państwu Świąteczne Top 6(66)!


6. Bruce Springsteen/ Santa Claus is Coming to Town - Każdą toplistę, bez względu na tematykę, powinna otwierać solidna pozycja, a trudno o kogoś bardziej solidnego aniżeli sam The Boss (przez duze 'B'!).

Santa Claus is Coming to Town to prawdopodobnie jeden z najbardziej znanych utworów świątecznych, nie sposób przejść przez okres Świat Bożego Narodzenia i nie usłyszeć choć raz, którejś z licznych wersji tego kawalka. Napisany przez Freda Cootsa, po raz pierwszy ujrzał światło dzienne podczas audycji radiowej w 1934 roku. Piosenka wywołała furorę, już następnego dnia po premierze zamówionych zostało 100.000 zapisów nutowych.

Niezliczona jest ilość coverów tego arcydzieła, a grono artystów, którzy podjęli się wyzwania zadziwia różnorodnością. Od Andrei Bocchellego, przez Beach Boys, Ellę Fitzgerald, Green Day, aż po Aerosmith i wielu, wielu innych. Wszystkie te aranżacje bledną jednakze wobec maestrii pewnego jankesa z New Jersey, znanego z tego, iż lubi podczas koncertów wyżynać przepoconą koszulę stojąc na fortepianie. Kiedy śpiewa Sam Szef, nawet Gwiazdka zamienia się w srs business.


5. Rob Halford/ We Three Kings - Cover napisanej w 1857 roku przez wielebnego Johna Henryego Hopkinsa Jr. kolędy, wspominającej, jak zresztą sugeruje sam tytuł, znanych wszystkim Trzech Króli. 152 lata później, Rob Halford, frontman 'Judas Priest', postanowił wydać album, który uczynił Boże Narodzenie prawdziwie heavy-metalowym wydarzeniem. Krążek zawiera kilka klasycznych kolęd w 'cięższej' aranżacji, a także autorskie kawałki człowieka zwanego 'Bogiem Metalu'.

Jako ciekawostkę dodam, iż pan Halford dysponuje czterema oktawami. Najwyższe dźwięki uzyskuje podobno przy współpracy towarzyszącego mu na scenie karła (bądź elfa, skoro obracamy się w klimatach gwiazdkowych), który ukrywa się przez większą część występów za plecami wokalisty, by w decydującym momencie chwycić go za bombki. Rezultatem sąniebywale wysokie tony, z których jak już wspomniałem, monsieur Rob słynie.


4. AC/DC/ Mistress for Christmas - Mrrrrryeah! To się nazywa tytuł świątecznego hiciora. Dedykowany głównie męskim amatorom karpia i barszczu w ilościach nieprzyzwoitych, utwór pochodzi z wydanego w 1990 roku albumu 'The Razors Edge' i zajął 2gie miejsce na amerykańskiej liście przebojów Billboard (hell yeah, jankesi wiedza co dobre). Kawałek napisany przez braci Young traktuje o prawdopodobnie najlepszym, prócz kolejnej pary bokserek w renifery, prezencie dla świętującego Boże Narodzenie faceta. Polecam dokladne zapoznanie się z tekstem, mocne (i dobre!) wrażenia gwarantowane.



3. Frank Sinatra/ White Christmas - Już słyszę te niewieście krzyki, rozbrzmiewające na samo wspomnienie tego wirtuoza strun głosowych. O ile wersja napisanej w 1940 roku przez Irvinga Berlin piosenki w wykonaniu Binga Crosbiego, jest znacznie bardziej popularna, to każdy prawdziwy facet i każda szanująca się białogłowa wiedzą, komu należy się hołd. Frank Sinatra topił swym głosem lodowce na Antarktydzie, zanim Bing dowiedział się do czego poza ssaniem kciuka służy wchłon i jedynym powodem, dla którego Frank nie znajduje się na pierwszym miejscu tej listy, jest bezapelacyjna miłość autora do kiczowatych teledysków (ale o tym za chwilkę).


2. Dio/ God Rest Ye Merry Gentlemen - Metal, dobry na każdą porę dnia i nocy, smakuje najlepiej o 24.00 w Wigilię, a któż serwuje lepszy metal niz zmarły niedawno na raka żołądka Ronnie James Dio.

W 2008 roku postanowił on, wraz z nie lada skladem, nagrać własną wersję tej starej, angielskiej kolędy, datującej na rok 1760. W sesji towarzyszyli mu niejaki Tony Iommi (znany m.in. jako autor riffu do 'Paranoid', Black Sabbath, który zagrał przy pomocy swego heavy-metalowego przyrodzenia), basista Tony Sarzo (spędził trochę czasu u boku samego Pana Ciemności, Ozzyego Osbourne'a, mistrza kiczowatych okładek na albumy, Yngwiego Malmsteena, czy też w kapeli Whitesnake) oraz pałkarz extraordinaire, Simon Wright (odbębnił swoje choćby z AC/DC).


1. Wham!/ Last Christmas - Jako iz żadna lista przebojów nie może poszczycić się mianem bycia obiektywną, toteż gwoli osobistych preferencji autora tego tekstu, miejsce pierwsze oraz tytuł Audio Bombki 2010 przypada duetowi Wham! i kawałkowi, który jest równie kochany co nienawidzony. Napisany przez Żorżiego Michaela i wydany w 1984 roku utwór, zalicza się do grona najbardziej znanych hymnów Bożego Narodzenia.

Osobiście do dziś pamiętam jak po raz pierwszy zobaczyłem teledysk, przedstawiający Żorżiego i jego kolegę z duetu, imieniem Andrew Ridgeley (tak tak, oczywiście, wszyscy doskonale wiecie jak ten pan miał na imię... ), spędzających wieczór wigilijny w zasypanych białym puchem górach, wraz ze swoimi uroczymi partnerkami. Jest to pełna pasji, emocji i śniegu opowieść, o wciąż tlącej się miłości Żorża do swej eks (wtedy wciąż był jednym z nas), która znalazła nowe szczęście w ramionach Endrju. Heart-breaking.


I to by było na tyle, Audio Bombka 2010 została przyznana i tbh, za rok otrzyma ją dokładnie ten sam zespół, w końcu tradycji stać się musi zadość!


Comments

Popular posts from this blog

Last sunday

I don't really think there is a need to write about it but something is changing. Maybe it's just a feeling, a passing notion that will fade like a melancholic wish leaving only bitter aftertaste. Maybe. Maybe not. It's hard to express your feeling when you do not actually know what you're feeling. You only know that there IS something nagging you, wanting to push you in a direction and pull you out of the stagnation you've been slowly drowning in. So guess it might be a good feeling. Last sunday was... well, awesome. I spent the whole day listening to music, something I haven't done in months really. Music was slowly leeking out of my life, leaving me wondering what the hell is happening. I thought 'shit, there were times when the ONLY thing you did was listen to music, laying on the couch, doing nothing but listening'. It was sad, because, even if I'm no great musician, not an amateur even, music was something that defined my existence in my own un...

Tank!

So, yesterday marks the 3rd day since the beginning of my little affair with 3d graphics. As of this moment, I can't really describe how much fun it is to make things move around. Naturally, I haven't been sitting idly after modeling a fairly ugly Danbo. What started as a wheel turned into a... well, tank-esque creation that can rotate it's turret and gun and some other parts. It's not much but the project was a big step-up in terms of complexity in comparison to the Danbo one and it felt really cool doing it. Anyway, see for yourself! So here are some WIP pics and in the end the animated video. The camera work is terrible but! the point was to add 'any' kind of camera work so it was a success on that part. The best thing about doing this was to learn what I actually have to learn next. You can only find out what you don't know by trying to do something and when you finally know, what you don't know (ok, this is starting to sound silly) you're on the...

is this supposed to be english?!

Horight, castnąłem dziś grę po angielsku. O ile mój akcent przypomina troszeczkę pocieranie deski o bardzo, bardzo chropowaty beton, o tyle sam flow nie był najgorszy. Przyznam szczerze, ze godziny wewnętrznych monologów prowadzonych w języku miłośników monarchii prawdopodobnie trochę mi pomogły. Wyprodukowanie contentu, który będzie nadawał się do publikacji zajmie mi pewnie jeszcze z kilka dobrych miesięcy, mam juz nawet plan na całkiem realny deadline ale póki co... póki co po prostu idę naprzód. Do tego mam spore problemy natury technicznej, mój kompuer najzwyczajniej w świecie miewa pewne obiekcje w kwestii dźwigania odpalonego sc2 oraz jakiegokolwiek programu do nagrywania. Nie jest jednak tragicznie i szczerze mówiąc mój komp (a raczej moja kompka, bo jak się okazało dzięki testowi keika na to jakim głosem mówi twój sprzęcior, moja ASUSka włada uroczym, niskim, kobiecym wokalem) i tak radzi sobie śpiewająco. That's all, iSuppose, powinienem mieć kolejne 5 repów do środy co ...